niedziela, 11 czerwca 2017

DZIECKO OGNIA, S.K.Tremayne


Gdy trzydziestoletnia Rachel wprowadza się do posiadłości rodowej swego świeżo poślubionego męża, wszystko wydaje się idealne - idealny dom, idealny mężczyzna u jej boku i idealny syn idealnego mężczyzny. Życie jest bajką aż do momentu, kiedy kobietę zaczyna nurtować pytanie, co tak właściwie przydarzyło się pierwszej żonie Davida, która rzekomo zginęła w nieszczęśliwym wypadku, wpadając do szybu pobliskiej, nieczynnej już dziesiątek lat, podwodnej kopalni cyny. Świadomość, że wciąż nie odnaleziono ciała, zaczyna powoli przeradzać myśli Rachel o jej poprzedniczce w niebezpieczną obsesję, potęgowaną przez pasierba, który twierdzi, że jego matka nie umarła, a wręcz przeciwnie, żyje i wróci po niego, a sama Rachel...umrze tuż przed Bożym Narodzeniem.

Ogromną zaletą tej książki jest umiejętnie zbudowany suspens. Mając do dyspozycji niestabilną psychicznie bohaterkę, gotycką posiadłość, dziecko, które kontaktuje się ze zmarłą matką, szkockie wybrzeże i porzuconą kopalnię, autor tworzy naprawdę niezłą atmosferę i skutecznie przykuwa uwagę czytelnika aż do samego końca. Przyznam się szczerze, że początek książki skojarzył mi się trochę z pewną kultową pozycją, a mianowicie z "Rebeką" Daphne Du Maurier. Podobieństwo jest wręcz uderzające - oto do rodowej posiadłości męża, ogromnego gotyckiego domostwa, wprowadza się jego druga żona, żeby zająć miejsce tej pierwszej, zmarłej i to w nieszczęśliwych okolicznościach, które nie są do końca jasne. W obu książkach protagonistkami są młode kobiety i w obu przypadkach między nimi a ich mężami jest nie tylko spora różnica wieku, ale i też różnica w pochodzeniu - obie kobiety wywodzą się z tzw. niższych warstw społecznych, a ich mężowie są dziedzicami rodzin z tradycjami. I tam i tu "ta druga" musi zmierzyć się z widmem swojej poprzedniczki, idealnej pani domu, kochanej przez wszystkich zarówno za życia, jak i po śmierci, w porównaniu z którą wypada blado i nieciekawie, i dość prędko zaczyna czuć się jak intruz naruszający czyjąś własność. Na tym jednak kończy się podobieństwo - gdy akcja nabiera tempa, "Dziecko ognia" podąża już kierunku swojej niepowtarzalnej, oryginalnej opowieści.

Jedną z zalet książki Tremayne jest, podobnie jak w "Bliźniętach z lodu", jest ten fantastyczny szkocki krajobraz, to dzikie morskie wybrzeże, które wzbudza nie tylko zachwyt, ale i pewien nieokreślony niepokój. Jeśli podobnie jak i mnie zaintrygowały Was kopalnie na wybrzeżach Szkocji, których tunele przebiegały pod dnem oceanu, polecam zgłębienie tematu. W TYM miejscu znajdziecie odnośnik do artykułu na stronie Daily Mail, który poświęcony jest kopalniom na wybrzeżu Kornwalii - artykuł polecam tym bardziej, że towarzyszą mu piękne zdjęcia, dzięki którym można lepiej poczuć grozę i niebezpieczeństwo, jakie niosła z sobą praca w tym miejscu. Kilka informacji z artykułu pokrywa się z tym, co w książce zawarł autor, m. in. to, że w kopalniach chętnie wykorzystywano osoby niewidome, gdy w tunelu gasło nagle światło, stawały się one przewodnikami dla całej grupy, kierując ją w stronę wyjścia. Kto wie, może właśnie taki artykuł stał się dla autora inspiracją do napisania całej książki?

Niestety, nie do końca wszystko mi tutaj pasowało. Po pierwsze, dosyć ciężko było mi się wczuć w historię, a to dzięki temu, że ta idylla, którą w pierwszych rozdziałach usiłował stworzyć autor ocierała się o dość kiepski erotyk, skutecznie mnie irytując i nudząc. Na szczęście, gdy akcja nabrała tempa, skończyły się również elementy z erotyką, na czym historia tylko zyskała. Co jeszcze nie spodobało mi się w książce, to pewne wzorce, które poznaliśmy już w pierwszej książce Tremayne "Bliźniętach z lodu", a które pojawiły się i tutaj. Niewiarygodna narratorka, porywczy pan domu, dziecko przechodzące załamanie nerwowe. Na pewno nie pomogło również rozwiązanie wątku Rachel, dość powiedzieć, że to grande finale było dla mnie dość naciągane i o ile w "Bliźniętach z lodu" zakończenie było zaskakujące, to tutaj autor trochę za bardzo poszedł w stronę polsatowskich "Trudnych spraw", a szkoda.

Jedna rzecz, która mnie szczególnie irytuje w obu książkach autora, to postacie dziecięce. Nigdy nie spotkałam się z tak drażniącymi charakterami, a Tremayne posiada szczególny dar do ich tworzenia. Fakt, że są to dzieci z traumą, po okropnych przejściach, jednakże jest ciężko się z nimi utożsamiać, ciężko im współczuć, ponieważ mają w sobie taką szczególną płaczliwość, taką odporność na autorytet rodzicielski, która staje się wręcz niebezpieczna dla zdrowia, a nawet życia, ponieważ to częściowo przez tę dziecięcą niepokorność dochodzi do wypadków, z konsekwencjami których muszą potem zmierzyć się bohaterowie.

Pomimo lekkiego rozczarowania, nie mogę stwierdzić jednoznacznie, że jest to zła książka. Nie, to co mnie zawiodło, nie miało ostatecznie wpływu na fakt, że napięcie mnie nie opuszczało aż do ostatnich stron i właśnie dlatego uważam, że "Dziecko ognia" sprawdzi się jako dreszczowiec do czytania podczas wakacyjnych wyjazdów czy weekendowego lenistwa.

Dziecko ognia, S.K.Tremayne, wyd. Czarna Owca, 2017, tyt. oryg. The Fire Child, przekład: Anna Krochmal, Robert Kędzierski, 352 strony

piątek, 2 czerwca 2017

TRENDY #1 - Książki o przyrodzie - dla dorosłych i nie tylko

Przeglądając w miarę regularnie ofertę wydawniczą naszych rodzimych (ale również i na świecie)  wydawców nie sposób nie spostrzec, że książki, podobnie jak i inne dziedziny życia, podlegają pewnym trendom. Tak samo jak w modzie, gdzie mała czarna zawsze jest mile widziana, klasyka literatury jest zawsze na czasie, ale często pojawia się tematyka, która jest szczególnie popularna w danym momencie i książki poruszające podobne zagadnienia nagle wyrastają jak grzyby po deszczu. 

Tak właśnie jest z obecnym trendem ekologicznym, który wpisuje się w nurt wydarzeń na świecie. Nie ma chyba bardziej aktualnego tematu czy bardziej palącego problemu w tej chwili, aniżeli stan klimatu naszej planety. Nasza świadomość ekologiczna jest na szczęście coraz większa, coraz chętniej skupiamy się na tym, co jest najlepsze dla przyrody, bierzemy pod uwagę konsekwencje beztroskiego niszczenia planety, jakie dotychczas miało miejsce i staramy się zniwelować zagrożenia póki jeszcze możemy. Działania nasze mają swoje odzwierciedlenie w większości dziedzin naszego życia, w diecie, w budownictwie, w inżynierii. Wychodzimy naprzeciw przyrodzie, a książki, które pomagają nam ją lepiej zrozumieć cieszą się ogromną popularnością. 

Jakie to więc skarbnice wiedzy w ostatnich miesiącach przygotowały dla nas wydawnictwa? (Kliknięcie w podpis pod zdjęciem przeniesie Cię na stronę wydawnictwa poświęconą tej konkretnej pozycji lub serii - opis książki zaczerpnięty od wydawcy)

Otwarte
W lesie dzieją się zdumiewające rzeczy. Są tam drzewa, które porozumiewają się ze sobą, drzewa, które z oddaniem troszczą się o swe potomstwo oraz pielęgnują starych i chorych sąsiadów, drzewa, które doświadczają wrażeń, mają uczucia i pamięć. Niewiarygodne? Ale prawdziwe! Leśniczy Peter Wohlleben snuje fascynujące historie o zdumiewających zdolnościach drzew. Przytacza wyniki najnowszych badań naukowych i dzieli się swoimi obserwacjami z codziennej pracy w lesie. Otwiera przed nami sekretny świat, jakiego nie znamy. 




Otwarte
Koguty okłamujące kury? Łanie pogrążone w żałobie? Zawstydzone konie? To przejawy fantazji ekologów czy naukowo udowodnione fakty z życia zwierząt? Czy tak różnorodne życie uczuciowe nie jest zastrzeżone jedynie dla ludzi?
Peter Wohlleben, leśnik i miłośnik przyrody, korzystając z najnowszych badań naukowych i własnych obserwacji, udowadnia, że zwierzęta i ludzie w sferze uczuć i doznań są do siebie podobni. Odkrywa przed nami niesamowite historie zwierząt, w których możemy zaobserwować ich mądrość, współczucie, troskę czy przyjaźń.




Muza
Ptaki od zawsze fascynują człowieka. Postrzegamy je przez pryzmat własnych uwarunkowań: umiejętności, ograniczeń i światopoglądu. W tej książce zostały wyeksponowane ich szczególne zdolności lub zachowania i to w taki sposób, że trudno nie nabrać przekonania, iż nawet najpospolitsze z nich: sroka, kura domowa, gołąb pocztowy czy szpak odznaczają się czymś, co jest w stanie zadziwić człowieka. Tańczą w rytm muzyki, rozpoznają własne odbicie w lustrze, rozróżniają ludzkie twarze, „opłakują” zmarłych pobratymców i tworzą istne dzieła sztuki.
Czy stwierdzenie, że ptaki wykazują zachowania analogiczne do ludzkich emocji, byłoby zbyt daleko idące? „Inteligencja, altruizm, samoświadomość, miłość... Jak pisze autor: Badając ptaki, ostatecznie dowiadujemy się czegoś o nas samych.
Noah Strycker jest przyrodnikiem, podróżnikiem i współredaktorem poczytnego w Stanach Zjednoczonych magazynu „Birding”. Ma umiejętność pisania o świecie ludzi i ptaków bez upraszczania któregokolwiek z nich... Zna się zarówno na posługiwaniu słowem, jak i na ptakach.


Feeria
Czy las może nas jeszcze czymś zaskoczyć? Jak wiele umyka nam, gdy biegniemy leśną ścieżką ze słuchawkami w uszach?

Może warto kiedyś zatrzymać się na dłużej i posłuchać, co las ma nam do powiedzenia? Zapalony biolog David Haskell poświęcił tej obserwacji rok swojego życia. I kiedy pewnego razu stał w lesie nago, usiłując zrozumieć, jakim cudem mała sikorka jest w stanie przetrwać zimę w lesie bez dodatkowej warstwy piór, zadał sobie pytanie o miejsce człowieka w tym niezwykle złożonym świecie natury.

Salamandra przemykająca po liściu, pierwszy wiosenny kwiat, traszka, świetliki, porosty i mchy – oto mikrokosmos pełen nieoczekiwanych tajemnic, las w swoich zadziwiających przejawach.
Poetycka elegancja stylu, filozoficzna głębia przekazu i ogromna wiedza przyrodnicza zawarta w "Ukrytym życiu lasu" zaprowadziły Haskella aż do finału Nagrody Pulitzera. Jego książka, obsypana nagrodami, ukazała się w wielu krajach na całym świecie.


Wydawnictwo Literackie
Na powierzchni Ziemi i do głębokości pół metra pod powierzchnią wody żyje od 350 tysięcy do 400 tysięcy gatunków grzybów, porostów, glonów i innych roślin. Ich sekrety są zadziwiające. Irys, na przykład, potrafi przestraszyć nawet… bizona. Zazdrosny koper włoski nie lubi sąsiedztwa innych gatunków – gdy tylko wyczuje intruza, wypuszcza substancje, które spowolnią jego rozwój. Kwiaty wydzwaniają godziny. Rośliny mówią, słuchają i wcale nie są unieruchomione w swoim podłożu. Porozumiewają się, wydając sygnały dźwiękowe pod ziemią, podobnie jak delfiny w morzu. Gdy do nich mówimy, rosną szybciej. I lubią dalekie podróże. Widliczka, zwana różą jerychońską, wprawiana w ruch podmuchem wiatru toczy się dziesiątki kilometrów, zanim zapuści korzenie.
Anne-France Dautheville, która zainteresowała się światem roślin, pielęgnując własny ogród, zebrała w tej książce ponad 200 faktów z życia flory. Zaskakujących, zabawnych, a czasem przyprawiających nawet o dreszcze. Kto by podejrzewał, że listki, płatki, nasiona i korzonki kryją aż tyle tajemnic?


Wydawnictwo Literackie
Śmiała wyprawa, szaleńczy pomysł, wielkie wyzwanie, groźny żywioł i piękna natura. Dwójka przyjaciół – Morten i Hugo – pakuje sprzęt, wsiada do małego pontonu i wyrusza w misję, która ciągnąć się będzie przez cały rok, w tempie zmieniających się pór roku. Jaka to misja?
W głębinach morskich w pobliżu Archipelagu Lofoty, uznawanego za jedno z najpiękniejszych miejsc na świecie, żyje wielki rekin polarny. Dorasta do 8 metrów długości, waży ponad tonę i dożywa pięciuset lat. Jego mięso zawiera toksyny, przyprawiające ludzi o halucynacje. Morten i Hugo postanawiają na niego zapolować. Zarzucając przynęty, walcząc ze sztormem, mijając mielizny i szkiery, rozmawiają o życiu, polowaniu, ucieczce od cywilizacji i morzu – jego tajemnicach, niezwykłości, istotach zamieszkujących głębiny. I owszem, nie stronią też od alkoholu.
Ten arcyciekawy reportaż o morzu, pełen odniesień do historii, literatury, sztuki, mitologii, ekologii czy życiowych mądrości prostych rybaków jest zarazem książką, która pozwala nam uciec na chwilę od cywilizacji i zaspokoić dziecięce marzenie o wielkiej przygodzie. Jej literackie wartości doceniono, przyznając autorowi Nagrodę Bragego i Nagrodę Krytyków.


Bukowy Las
Czy zdajecie sobie sprawę, że rośliny wokół nas porozumiewają się ze sobą? Są zdolne do dokonywania wyborów, uczenia się i zapamiętywania? Stosują wyrafinowane metody polowania i sprytnie manipulują zwierzętami? Mają inteligencję zbiorową i uczestniczą w życiu społecznym? Posiadają osobowość i dysponują – jak my – pięcioma zmysłami? 
Od roślin możemy się wiele nauczyć, przekonuje Stefano Mancuso, jeden z największych światowych autorytetów w dziedzinie neurobiologii roślin. Swoimi badaniami udowadnia, że gdyby udało się nam lepiej zrozumieć i wykorzystać inteligencję roślin, być może moglibyśmy zrezygnować ze stosowania pestycydów lub potrafilibyśmy projektować lepsze komputery i sieci. Napisana z pasją Błyskotliwa zieleń uchyla przed nami drzwi do nieznanego świata. Jeżeli go nie zrozumiemy, nie przetrwamy.


Wydawnictwo mg
Historia nauki dowodzi, że wiek XIX był czasem chemii, XX fizyki, a XXI prawdopodobnie będzie wiekiem biologii. Nauki biologiczne należą do tych, które w coraz szybszym tempie spektakularnie wyjaśniają skomplikowane mechanizmy rządzące między innymi światem roślin. W świetle dzisiejszej wiedzy śmiało możemy mówić o inteligentnych zachowaniach roślin. Lektura książki Maurice’a Maeterlincka – belgijskiego dramaturga i poety, laureata nagrody Nobla, a również znakomitego przyrodnika – pozwoli czytelnikom tej książki z zachwytem podziwiać świat roślin, opisany z głęboką wiedzą wyjątkowo pięknym językiem.




Vivante
Wszystko zaczęło się, kiedy Nathanael Johnson postanowił nauczyć córeczkę nazw wszystkich drzew, które mijali w drodze do przedszkola w San Francisco. Mały projekt zamienił się w wielką przygodę mającą na celu odkrycie sekretów i ciekawostek dotyczących fauny i flory w mieście. Sekrety roślin i zwierząt w miejskiej dżungli uchylają rąbka tajemnicy z życia zwierząt i roślin, które znajdziesz na pobliskim skwerze, w parku czy przy drodze do pracy. Lupa, lornetka i przewodnik - tylko tyle potrzeba, aby poznać fascynujący świat miejskiej przyrody. Każdy z bohaterów książki odkrywa nie tylko własną historię, ale ukazuje również prawdziwe oblicze świata natury – który bywa przewrotny, czasem irytuje, ale przede wszystkim jest przepiękny. Zagłębiając się w miejską dżunglę, dowiesz się, że gołębie potrafią latać z prędkością 177 kilometrów na godzinę oraz dobierają się w pary na całe życie, a wrony nie tylko zapamiętują ludzkie twarze, ale potrafią robić na złość tym, którzy wchodzą im w drogę. Z kolei liście nasturcji idealnie nadają się na kanapkę, a składniki na najlepszą sałatkę znajdziesz w parku.


Seria Menażeria wydawnictwa Czarne


Seria EKO wydawnictwa Marginesy

Niniejsza lista miała pierwotnie mieć tylko charakter prywatny, kiedy jednak zaczęłam szukać "zielonych" książek, szybko okazało się, że jest ich tyle, że do głowy przyszło mi ich zestawienie w celu ułatwienia innym ich szukania. Jest to temat tak rozległy, że na jednym poście się nie skończy, a wręcz przeciwnie, kolejny już jest w planach, a będzie poświęcony książkom o przyrodzie dla dzieci - jest ich przeogromna ilość, a graficznie są to małe dzieła sztuki, zasługują więc na osobną wzmiankę. Jeżeli natomiast pominęłam jakąś książkę dla dorosłych wartą uwagi, chętnie się o tym dowiem:)

wtorek, 16 maja 2017

O DOBRYM JEDZENIU, Agata Michalak



Przez dość długi czas kuchnia polska cieszyła się mało przyjemną łatką kuchni tłustej i nudnej, a najbardziej ucierpiała na skutek otwarcia polskiego rynku na zachodnie dobra i zwyczaje kulinarne po roku 1989. Nagle dzięki pojawieniu się szerokiego wachlarza nowych produktów zaczęliśmy chętniej sięgać po atrakcyjną, bo nową żywność i eksperymentować w duchu kuchni międzynarodowych. Selekcja makaronów i sosów szybko zjednała sobie rzesze fanów, tak samo z produktami kojarzonymi z kuchnią chińską czy japońską. Na stołach Polaków zagościły jednak nie tylko produkty kojarzone z wyższym standardem życia, czyli na przykład owoce morza, ale także te bardziej pospolite, bez których dzisiaj niektórzy nie są w stanie się obejść, czyli fast foody - tradycyjną zapiekankę z budki, bagietkę z pieczarkami zapiekaną pod serem, zastąpiły pizza, hot dog, hamburger i kebab. Obecnie jednak, wraz ze wzrostem zanieczyszczenia żywności, gdy konsumenci coraz częściej świadomi są, skąd pochodzi kupowana przez nich żywność, że to co tanie i ogólnie dostępne niekoniecznie przekłada się na jakość, powoli buduje się trend, który można zawrzeć w słowach :"Cudze chwalicie, swego nie znacie." I właśnie duch patriotyzmu lokalnego w gastronomii przewodzi w książce Agaty Michalak "O dobrym jedzeniu".

Michalak, redaktorka naczelna magazynu kulturalno-kulinarnego „Kukbuk”, łącząca miłość do jedzenia z kulturoznawstwem, w swojej książce dzieli żywność produkowaną w Polsce na kilka kategorii, konkretnie na siedem i każdej z nich poświęca osobny rozdział. W każdym z rozdziałów spotykamy się ze specjalistą w danej kategorii - z szefami kuchni, rzeźnikami, naukowcami, hodowcami, producentami. Ogółem są to ludzie, których kariera nieodłącznie związana jest z jedzeniem, pasjonaci, którzy z oddaniem wykonują swoją pracę i z radością witają zmiany zachodzące w mentalności żywieniowej Polaków, do czego często dążą. Rosnąca bowiem świadomość klientów przekłada się na zapotrzebowanie wysokogatunkowej żywności, a to w efekcie oznacza zwiększenie produkcji. To z kolei jest dla tych ludzi znakiem, że wysiłek włożony w wykonywaną przez nich pracę nie idzie na marne, nadaje sens temu co robią. Owszem, przekłada się on często na większe zyski, ale nie jest to regułą, jak możemy przekonać się na przykładzie małżeństwa serowarów, których historia wraz z przeprowadzoną rozmową przedstawiona jest w rozdziale o właśnie serach.

Czym jest to tytułowe dobre jedzenie? To przede wszystkim żywność produkowana lokalnie, najlepiej z regionu, w którym mieszkamy, a nade wszystko polska, pochodząca od sprawdzonego producenta, który wyrabia ją z sercem, przekłada jakość nad ilość, tradycję nad łatwy zysk. To również dziedzictwo - żywność, która na naszych ziemiach produkowana była już stulecia temu - jak na przykład rozmaite gatunki jabłoni, szparagi, które traktuje się jeszcze trochę egzotycznie, a które były rośliną pospolicie występującą na polskich stołach, leśna zwierzyna czy tzw. piątka ćwiartka, czyli te wszystkie produkty i potrawy spożywane niegdyś regularnie, które były podstawą polskiej kuchni, a które z rozmaitych względów popadły w niełaskę lub zapomnienie. To wszystko powoli dzisiaj wraca do łask, stając się zdrową i bezpieczną alternatywą dla żywności importowanej spoza Polski lub tej produkowanej w Polsce, ale na masową skalę, co często oznacza produkt o bardzo słabej jakości, w skład którego wchodzi pół tablicy Mendelejewa, woda lub modyfikowana genetycznie soja.

Kto powinien zapoznać się z "O dobrym jedzeniu"? Każdy, kto choć trochę interesuje się gastronomią, kto odżywia się świadomie i nie chce być zdany na łaskę wielkich sieci supermarketów i dyskontów, ale szuka dobrej żywności u małych producentów, kto docenia pasję, z jaką tworzone są produkty o wysokiej jakości, ta książka jest właśnie dla niego. Rozmowy przeprowadzone przez autorkę dają znakomity obraz stanu, w jakim znajduje się obecnie polska produkcja żywności, jak wyglądają współczesne nawyki żywieniowe Polaków i dokąd zmierza polska gastronomia. Jest to zagadnienie bardzo interesujące, a dzięki rzetelności autorki i jej dogłębnej znajomości tematu, książka jest także bogatym źródłem informacji - jeśli chcecie się dowiedzieć czegoś na temat banku nasion (fascynujące!), kim jest pomolog, czy polskie sery prześcigają francuskie, nie zawiedziecie się sięgając po "O dobrym jedzeniu".
Jest w Polsce sporo produktów, o których warto opowiadać, bo są częścią godnego zachowania dziedzictwa, jak stare odmiany roślin jadalnych, albo efektem pięknej pasji w nowym kształcie, tak jak serowarstwo. Uatrakcyjniają one region i dają zajęcie coraz większej liczbie osób. Są w końcu ludzie, którzy działają mądrze i z sercem, kierując się nie potrzebą zysku, ale chęcią wytworzenia odrobiny dobra - rozumianego jako coś dobrego, nie zaś jako produkt, choć to o nim ostatecznie mówimy. Ci producenci rozumieją, że pełen smaku, soczysty pomidor, maleńka gomółka sera albo pajda świetnego chleba na zakwasie, choć nie zmienią świata, mogą rozjaśnić ten moment, gdy się z nimi stykamy, rozbłyskiem przyjemności. I czymś jeszcze - może wrażeniem, że oto jesteśmy w domu, może odrobiną ciepła rozlewającego się po duszy, zupełnie niezależnego od warunków atmosferycznych. Wierzę, że takie momenty są potrzebne. Że obcowanie z produktami, które ktoś wykonał dla nas z całą troskliwością, na jaką było go stać, motywowany głównie naszym dobrem (bo z jego zyskiem bywa różnie), nie tylko nas karmi, lecz także czyni lepszymi ludźmi.

O dobrym jedzeniu, Agata Michalak, wyd. Czarne, 2017, 216 stron

wtorek, 25 kwietnia 2017

KONIEC SAMOTNOŚCI Benedict Wells

Czy mieliście kiedykolwiek podobne doświadczenie? Bierzecie do ręki książkę, niby coś tam o niej wiecie, niby macie już delikatne wyobrażenie na temat tego, co się będzie w niej znajdowało, zaczynacie czytać - pięć, dziesięć stron i nic. Przewracacie dwudziestą czwartą i bach! oto okazuje się, że każdy zwrot akcji, każda scena, każde słowo są idealnie wykreowane, idealnie na swoim miejscu, mało tego - to o czym jest książka, jej idea przewodnia, myśli, którymi pisarz chce się podzielić, to wszystko pokrywa się z Waszymi przemyśleniami! Nagle okazuje się, że nie jesteście sami ze swoimi pytaniami i obawami, jest ktoś, kto również ich doświadczył, nurtowały go podobne zagadnienia, a teraz na kartach tej właśnie książki znajdujecie odpowiedzi, znajdujecie rozumowanie  rzucające światło na aspekty problemu, o których nie mieliście pojęcia, a które przynoszą Wam odrobinę ukojenia...To wszystko, zupełnie niespodziewanie, właśnie udało mi się przeżyć dzięki lekturze "Końca samotności".

Jules, główny bohater i narrator książki, jako dziecko traci rodziców w wyniku wypadku samochodowego i wraz z dwójką starszego rodzeństwa umieszczony zostaje w internacie. Tutaj drogi rodzeństwa, choć wcześniej dość bliskiego, rozchodzą się. Każde na swój sposób dochodzi do siebie po tragedii - brat Julesa, Marty zatapia się w nauce i planuje skupić się na rozwoju najnowszych technologii, siostra, Liz, jest tą najpopularniejszą dziewczyną, najgłośniejszą, najładniejszą, jej sposobem na ucieczkę od rzeczywistości są narkotyki, alkohol i przypadkowy seks. Natomiast Jules ze śmiałego i przebojowego chłopca zmienia się w żyjącego w swoim świecie marzyciela. Trzyma się na uboczu aż do dnia, kiedy w szkole poznaje Alvę, z która zostaje jego przyjaciółką, aczkolwiek to uczucie ze strony Julesa szybko zaczyna przeobrażać się w coś więcej...

Ciężko jest powiedzieć coś więcej na temat fabuły bez zdradzania dość istotnych wątków, które lepiej jest odkrywać samemu. Jakiego rodzaju książką jest więc "Koniec samotności"? Z pewnością nie jest to romans, czego ja się troszkę spodziewałam, zasugerowana okładką, aczkolwiek znajdziemy tutaj ogromne pokłady miłości. "Koniec" to bardzo spokojna, życiowa, mądra książka o utracie i jak się z nią pogodzić. Jak odzyskać nadwątlone więzy rodzinne, jak utrzymać przyjaźń, jak przeżyć po ich utracie, jaki w ogóle jest sens o nie walczyć - czy życie jako samotna wyspa ma w dalszej perspektywie pozytywne strony? Wreszcie, co najwięcej dla mnie znaczyło, to próba wytłumaczenia śmierci, oswojenia jej i życia z jej perspektywą. Na co dzień, wobec rutyny i natłoku obowiązków, pędząc wciąż za czymś, spiesząc się wszędzie, zapominamy o tym, jak krótkie i jak kruche jest nasze życie. W jednej chwili może okazać się, że ten miesiąc, tydzień, dzień to już wszystko co mamy do wykorzystania. I co potem? Co się dzieje z tymi, których zostawiamy za sobą? Jak oni mają potem żyć z tym ciężarem straty, z tym brakiem? Ile takich ciosów jest w stanie przyjąć na siebie człowiek? Bez moralizowania, pouczania, autor nie ofiarowuje złotego środka na tacy, ale subtelnie prowadzi czytelnika przez historię i pozwala spokojnie dojść do odpowiedzi, jakiekolwiek ciężkie i niekomfortowe by one nie były.
O ile dawniej czułem się pewnie z samym sobą, o tyle teraz bywały chwile, w których na widok przytłumionego światła wieczorem w mrocznym korytarzu albo drzew rzucających posępny cień na okolicę  nagle coś się we mnie zamykało. To, że znajdowałem się na planecie pędzącej z nieprawdopodobną prędkością przez wszechświat, wydawało mi się równie przerażające jak nowa, wytrącająca z równowagi myśl, że śmierć jest nieunikniona. Moje strachy rosły, przypominały powiększającą się rysę. Zacząłem bać się ciemności, śmierci, wieczności. Myśli te wbijały kolce w moje serce (...).
Jestem świadoma, że nie jest to najlepsza i najgenialniejsza książka na świecie, i może nie każdy powinien ją przeczytać i na pewno nie do każdego trafi ze swoją historią i przekazem. Ale jest to jednocześnie książka, która skradła moje serce. Książka, która ma ogromną szansę stać się książką mojego życia. Książka, do której będę wracać. Książka, w której mam oznaczone z kilkadziesiąt cytatów, do których chcę często zaglądać. Książka o sile miłości, przyjaźni, rodzinie, o tym czy można pogodzić się ze stratą najbliższych, jak zaakceptować śmierć, bo czy chcemy czy nie, jest ona nieunikniona i wpisana w krajobraz życia każdego z nas, i musimy mieć tego świadomość. Tym właśnie wszystkim jest dla mnie "Koniec samotności" Benedicta Wellsa i zachęcam do zapoznania się z nią, aby przynajmniej wyrobić sobie własne zdanie na jej temat, a kto wie, może i Wam przypadnie tak bardzo do serca jak to było w moim przypadku.

Koniec samotności, Benedict Wells, wyd.Muza, 2017, tytuł oryg. Vom Ende der Einsamkeit, przekład: Victor Grotowicz, 384 strony

wtorek, 4 kwietnia 2017

NIEZNAJOMY Harlan Coben



Ile potrzeba czasu, aby zniszczyć czyjeś życie? Ile trzeba zrobić, aby czyjś uporządkowany świat runął? W przypadku głównego bohatera "Nieznajomego", Adama Price'a, wystarczy tylko kilka wypowiedzianych słów przez nieznanego mu mężczyznę, jedno zdanie, które wywraca jego uporządkowaną codzienność do góry nogami, a wiarygodność najbliższej mu osoby, czyli jego żony, zostaje poddana w wątpliwość. Od momentu spotkania z obcym mężczyzną nic już nie będzie takie same. Podczas konfrontacji Adama z żoną ta udziela mu niejasnych odpowiedzi, a dzień później decyduje na tymczasowe opuszczenie rodziny, aby poukładać swoje sprawy. Jednak jej zachowanie oraz przedłużająca się nieobecność są dla Adama niepokojącym sygnałem, że czas wziąć sprawy we własne ręce i odkryć wszystkie karty, rozpoczynając od tożsamości człowieka, od którego zaczęły się problemy, czyli od nieznajomego.

Cała misternie upleciona przez autora historia opiera się na założeniu, że w Internecie czujemy się swobodnie, za swobodnie i robimy rzeczy, o których nasi bliscy woleli by nie wiedzieć, co jednocześnie wystawia nas na łatwy cel ludzi, którzy są w stanie do tych naszych sekretów dotrzeć. Coben w znakomity sposób udowadnia czytelnikowi, że poczucie bezpieczeństwa, jakie odczuwamy na co dzień, jest tylko pozorne. Nigdy nie jesteśmy anonimowi w Internecie, a nasze sekrety, o których wydaje nam się, że są dobrze skrywane, łatwo mogą zostać wydobyte przez osoby trzecie i jednocześnie zmienić się w broń wymierzoną właśnie w nas samych. Pozorna anonimowość jest silną pokusą, aby dać ujście swoim potrzebom w miejscu, gdzie wydaje nam się, że jesteśmy nienaruszalni.

Historia Adama wymusza na nas refleksję, ile jesteśmy w stanie wybaczyć tym, których kochamy, gdzie przebiega ta granica i co się za nią znajduje. W momencie, gdy dowiemy się, że zdarzyło się, że nasze zaufanie zostało wykorzystane, czy będziemy na tyle silni, by postawić dobro związku i rodziny ponad własną zranioną dumę i obdarzymy tą bliską osobę kolejnym kredytem zaufania? "Nieznajomy" jest jednocześnie opowieścią o tym, co jesteśmy w stanie zrobić, ile poświęcić dla najbliższych nam osób, aby zapewnić im bezpieczeństwo. W momencie zagrożenia, gdy zaledwie jedna chwila może zadecydować o przyszłości, a nawet życiu czy śmierci, jakich ekstremalnych środków będziemy w stanie użyć, aby zagwarantować rodzinie bezpieczeństwo?

Tytułowy nieznajomy ma w niniejszej książce kilka znaczeń. To przede wszystkim ta obca osoba, która pojawia się znikąd i z tylko sobie wiadomych powodów bez skrupułów wchodzi z butami w nasze życie, bezpowrotnie je rujnując, po czym znika, aby uniknąć jakiejkolwiek odpowiedzialności. Określenia tego możemy także użyć w kontekście członka rodziny, o którym myśleliśmy, że wiemy wszystko, a jednak gdy dowiadujemy się jakie brudne sekrety były przed nami skrywane, jawi nam się taka osoba w zupełnie nowym świetle, zupełnie nam nieznanym.

Podsumowując, "Nieznajomy" Harlana Cobena jest całkiem niezłym thrillerem, z którym przyjemnie spędzimy wieczór lub dwa. Opowiedziana w nim historia nie jest może najoryginalniejsza, ale niesie z sobą przesłanie, którego nie należy ignorować, a na pewno warto się nad nim zastanowić.



Nieznajomy, Harlan Coben, wyd. Albatros, 2016, tytuł org. The Stranger, przekład: Robert Waliś, 416 strony

poniedziałek, 9 stycznia 2017

POGROMCA LWÓW Camilla Läckberg


Camilla Läckberg nie należy może do czołówki moich ulubionych autorów, ale zawsze chętnie sięgam po jej kolejne książki gdy tylko nadarzy się ku temu okazja. Do nadrobienia pozostała mi ostatnia część sagi o mieszkańcach Fjällbaki, więc kiedy dzięki zaradności Świętego Mikołaja jeden z domowników znalazł ją pod choinką, skorzystałam z szansy i wzięłam się za lekturę.

W pewien styczniowy dzień z lasu wybiega półnaga nastolatka, wprost pod koła nadjeżdżającego samochodu. Zanim umrze w szpitalu w wyniku odniesionych obrażeń, zostanie zidentyfikowana jako jedna z dziewcząt, które zaginęły bez śladu w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Podczas gdy śledztwo bez reszty pochłania Patricka Hedströma, jego żona Erika, usiłując pogodzić wychowanie trójki dzieci z karierą, zbiera materiał do nowej książki o popełnionej przed laty zbrodni, gdzie w dość niejasnych okolicznościach zamordowany został ojciec rodziny. Erika nawiązuje kontakt z jego odsiadującą wyrok w więzieniu żoną, jednak po przeanalizowaniu wszystkich dostępnych jej akt sprawy i wobec dziwnego zachowania kobiety dochodzi do wniosku, że wydarzenia mogły mieć jednak inny przebieg niż zostało to ustalone lata temu. Ponadto pojawia się pytanie, czy możliwe jest, aby porwania dziewcząt mogły mieć jakiś związek z owym tajemniczym morderstwem?

Czyta się to wyśmienicie. Atmosfera jest gęsta od podejrzeń, lista podejrzanych długa i chociaż rozwiązanie zagadkowych morderstw już gdzieś od połowy książki jest dość oczywiste, nie wpłynęło to w żaden sposób na moje wrażenia. Siłą powieści jest bowiem ukazanie przez Läckberg zła absolutnego, jego genezy i destrukcyjnego wpływu na wszystko, co stanie na jego drodze. To przestroga, że takie zło może przytrafić się ludziom dobrym, może przytrafić się niespodziewanie i człowiek w jego obliczu jest po prostu bezradny, szczególnie wtedy, gdy przybiera ono twarz osoby najbliższej. Trudno mi stwierdzić, jak "Pogromca lwów" wypada na tle pozostałych części, niestety, przerwa pomiędzy czytaniem zrobiła swoje, ale niezaprzeczalnie jest to dobra lektura na mroźne zimowe wieczory.


Pogromca lwów, Camilla Läckberg, wyd. Czarna Owca, 2015, tytuł org. Lejontämjaren, przekład: Inga Sawicka, 432 strony


niedziela, 1 stycznia 2017

Mój książkowy rok 2016


Na początek kilka liczb:
- 70 - tyle książek udało mi się przeczytać w roku minionym. Chociaż w poprzednich latach miewałam już lepsze wyniki, jestem całkiem zadowolona z roku 2016 pod względem czytelniczym. Z roku 2015 do 2016 wkroczyłam z książkowstrętem, przez który nie byłam nawet w stanie spojrzeć na książki (rozszalałe ciążowe hormony). Dopiero w drugiej połowie lutego wróciłam do świata czytających, szczęśliwie nadrabiając stracony czas, więc te siedemdziesiąt książek daje mi sporo satysfakcji.

- 41 - tyle książek polskich autorów przeczytałam. Więcej niż połowa - mój zdecydowany sukces w porównaniu z innymi latami, gdzie chętniej sięgałam po zagraniczną literaturę. Czuję, że jest to tendencja, która powinna utrzymać się w roku 2017, bo mam apetyt na więcej.

- 35 - przeczytane ebooki. Chociaż na półce mój księgozbiór sukcesywnie się powiększa, nie ukrywam, że czytnik jest bardzo wygodny w momencie, gdy trzeba opiekować się niemowlakiem. Długie godziny spędzone na karmieniu uprzyjemnia książka elektroniczna, sprawdza się ona również w momencie, gdy kładę się spać i nie chcę świecić przy dziecku lampką nocną. W nowym roku chciałabym jednak skupić się bardziej na analogach, bo mam tyle wspaniałych książek, które czekają na przeczytanie, aż się serce kraje, że jeszcze się za nie nie wzięłam.

A oto książki, które najbardziej zapadły mi w pamięć:

 
"Dostatek" Michael Crummey - cudowna opowieść o losach kilku pokoleń mieszkańców dwóch osad rybackich na wybrzeżu Nowej Fundlandii. Realizm magiczny w najpiękniejszym wydaniu.
"Czarny jak ja" John Howard Griffin i "Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość" Katarzyna Surmiak-Domańska -  dwa rewelacyjne reportaże podejmujące temat rasizmu, każdy z innej perspektywy, oba niesamowicie ważne dla zrozumienia tego problemu.


"Bestia" Magda Omilianowicz, "Smutek cinkciarza" Sylwia Chutnik, "Polska odwraca oczy" Justyna Kopińska  - trzy reportaże, a w przypadku książki Kopińskiej zbiór reportaży, po lekturze których człowiek ma ochotę wyłączyć radio, telewizor, zawinąć się w kocyk i nigdy już nie wychodzić z domu.


"Czerwony namiot" Anita Diamant - pochwała kobiecości osadzona na tle biblijnych wydarzeń.
"Jak pokochać centra handlowe" Natalia Fiedorczuk - macierzyństwo w wersji hard. Bez cukierkowatej otoczki, temat u mnie bardzo na czasie. Do polecenia dla każdej przyszłej i obecnej mamusi.
"Z mgły zrodzony" Brandon Sanderson -  klasyka już fantastyki; niesamowita wyprawa do zniewolonej, pokrytej ciemną mgłą krainy, gdzie grupa śmiałków planuje zuchwałą, wręcz nierealną do przeprowadzenia akcję obalenia ciemiężyciela, Ostatniego Imperatora.


"Głód" Martin Caparros - gigant reportażu o największej pladze współczesności. W świecie, gdzie jest nadprodukcja żywności, codziennie najwięcej ludzi umiera z głodu. Bolesna lektura.
"Mam na imię Lucy" Elizabeth Strout -piękna, subtelna, oszczędna w formie. Ciągle brak mi słów by ją opisać, ciągle siedzi mi w głowie.
"J jak jastrząb" Helen Macdonald - w obliczu nieoczekiwanej utraty ojca autorka postanawia spełnić swoje największe marzenie i bierze jastrzębia do ułożenia. Brzmi niepozornie, ale jest punktem wyjścia dla pięknej opowieści o dzikości, naturze ludzkiej i zwierzęcej, stracie i literaturze.


Oby rok 2017 przyniósł jeszcze więcej ciekawych lektur:) Hasło przewodnie na nowy rok: więcej książek!:)

niedziela, 13 listopada 2016

MOJE ŻYCIE OBOK Huntley Fitzpatrick

Moje życie obok, Huntley Fitzpatrick, wyd. Zysk i S-ka, 2016, tytuł org.: My Life Next Door, przekład Katarzyna Krawczyk, 450 stron
Umówmy się, nie należę do targetu czytelniczego tej książki. "Moje życie obok" to historia o nastoletniej miłości, odkrywaniu własnej tożsamości, podejmowaniu pierwszych dojrzałych i bolesnych wyborów, czyli generalnie sprawy, które mnie już raczej nie dotyczą, i o których w sumie niekoniecznie chciałam czytać. Po książkę sięgnęłam kierując się niefortunną rekomendacją jakoby miała ona klimatem przypominać serial Gilmore Girls (tudzież polskie Kochane Kłopoty) oraz zachwytem blogerek/vlogerek. Otóż niekoniecznie wyczułam powiązanie z tak bardzo lubianym przeze mnie serialem; jeżeli podobieństwo miało się opierać na głównej bohaterce, która wychowywana była przez surową, robiącą karierę w polityce matkę, to to jednak było trochę za mało, zwłaszcza, że musiałam się przedzierać przez wątek pierwszego poważnego związku Sam - opisy nastoletnich uniesień są zazwyczaj ciężkostrawne, niestety, dotyczy to także i tej książki.

Oparłam się jednak pokusie rzucenia książki w kąt i kontynuowałam czytanie, co w sumie zostało mi poniekąd wynagrodzone. Losy bohaterów nie mogłyby mi być bardziej obojętne, chciałam dowiedzieć się tylko, jak bardzo sztampowe zakończenie zostanie mi zaserwowane, a tu proszę, pojawił się całkiem ciekawy zwrot akcji, który przykuł moją uwagę prawie aż do samego końca. Wypieki na twarzy zostały jednak zastąpione przez lekkie zniecierpliwienie rozmemłanym finałem, ale pozytywne zaskoczenie pozostało wartym odnotowania faktem.

Jeśli w przyszłości któraś z moich pociech zechce przeczytać rzeczoną książkę, nie będę protestować, aczkolwiek najpierw sama podsunę im "Do wszystkich chłopców, których kochałam" i jej kontynuację, to dopiero są niesamowicie klimatyczne książki (pomimo mało atrakcyjnych tytułów). Sama natomiast czekam na najnowszy sezon Gilmore Girls (25 listopada!) i nie będę na siłę szukała książkowych zamienników. Dopóki nie obejrzę wszystkich nowych odcinków i nie będę pozostawiona znowu z niczym, ma się rozumieć.