Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niemcy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niemcy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 czerwca 2018

VATERLAND, Robert Harris



Jest rok 1964 i Niemcy przygotowują się właśnie do obchodów siedemdziesiątych piątych urodzin...Adolfa Hitlera, na których ma pojawić się sam prezydent Stanów Zjednoczonych, Joseph P. Kennedy, ojciec Johna F. Kennedy 'ego. Brzmi dziwnie i niepokojąco, prawda? Taka właśnie jest wizja Roberta Harrisa, twórcy światowych bestsellerów takich jak "Pompeje", "Monachium" czy "Autor widmo", specyficznych thrillerów, w których autor nawiązuje do autentycznych wydarzeń z historii i polityki. W "Vaterlandzie" Harris bierze na tapet drugą wojnę światową, a konkretnie nazistowskie Niemcy i stawia pytanie: jak potoczyłyby się losy świata, gdyby to Hitlerowi udałoby się wygrać wojnę?

Do roku 1942 bieg historii u Harrisa jest identyczny z tym, który znamy, potem jednak zaczyna się horror. Oto bowiem Naziści dowiadują się, że Brytyjczykom udało się rozszyfrować Enigmę i od tej chwili wydarzenia rozgrywają się na korzyść Niemiec. Inwazja na Normandię nie ma w ogóle miejsca, za to Wielka Brytania podpisuje w 1944 roku traktat pokojowy, a rodzina królewska ucieka do Kanady. Traktat podpisują również Stany Zjednoczone w 1946 roku. zaraz po tym, jak nad Nowym Jorkiem wybucha nieuzbrojona rakieta, będąca demonstracją niemieckich możliwości. A ponieważ Stanom udaje się pokonać w tym samym roku Japonię, to właśnie te dwa państwa stają się światowymi superpotęgami połączonymi kruchym, ale jednak sojuszem. Przyczajona na wschodzie Rosja teoretycznie została podbita podczas drugiego podejścia Niemców (pierwsze, zgodnie z tym co wiemy i dzisiaj, zakończyło się niepowodzeniem), kiedy to udało się odciąć armii rosyjskiej dostawy ropy, jednak pomimo formalnego aktu kapitulacji, nieprzerwanie od dwudziestu lat Rosjanie toczą wojnę partyzancką.

Jak w tym wszystkim ma się kwestia Holocaustu? To właśnie zagłada Żydów jest najpilniej strzeżonym sekretem przez Nazistów sekretem, który ujawniony mógłby zmienić obecną sytuację polityczną: świat bowiem ciągle nie wie nic o obozach, o pociągach, którymi zwożono setki tysięcy ludzi, po to, by ich zgładzić w jak najbardziej efektywny sposób. Chociaż chodzą na temat zniknięcia Żydów różne pogłoski, nikt naprawdę nie zdaje sobie sprawy z rozmiaru eksterminacji, do której posunął się Hitler wraz ze swoimi ludźmi. W samych Niemczech ludzie lokowani są w mieszkaniach i lokalach, które niegdyś należały właśnie do Żydów - większość nie poddaje nigdy w wątpliwość co też mogło się stać z poprzednimi właścicielami, biernie podporządkowując się woli państwa w myśl zasady, iż wie ono najlepiej co dobre dla swoich obywateli. Zniknięcie z powierzchni Ziemi kilku milionów ludzi przeszło zatem niemal nie zauważone, a jego sprawcy wciąż pozostają bezkarni i nie zanosi się na to, by mieli kiedykolwiek ponieść konsekwencje swoich działań.

Do zdecydowanego atutu "Vaterlandu" należy odtworzenie przez Harrisa nazistowskiej propagandy. Bazując na dostępnej wiedzy o jej faktycznym działaniu, autor rozciąga jej wpływy na czasy powojenne w nowej, alternatywnej rzeczywistości, a efekty robią wrażenie. Oto bowiem Niemcy stały się państwem totalitarnym, gdzie trudno znaleźć jakąkolwiek opozycję - wszelkie działania w tym kierunku zostają stłumione w zarodku, często właśnie dzięki pomocy obywateli, którzy już od najmłodszych lat wychowywani są w duchu bezkrytycznego uwielbienia dla Rzeszy, nawet jeśli oznacza to denuncjowanie członków własnej rodziny - nie liczą się więzy krwi, liczy się tylko i wyłącznie patriotyzm. Stąd również i tytuł książki: "Vaterland", czyli kraj ojców - tylko ojczyzna ma znaczenie dla prawdziwych Niemców. Nawet jeśli owa ojczyzna robi im pranie mózgów, ogranicza ich swobodę i prawa, a za pomocą kontrolowanych ostrą cenzurą mediów przekazuje im odpowiednio spreparowane wiadomości ze świata, tak operując nimi, aby tylko ziemia ojczysta była tym najwspanialszym i najidealniejszym miejscem na całej Ziemi. Nawiasem mówiąc, czy nie brzmi to bardzo znajomo i bardzo aktualnie?

Pomimo zachwytu nad kompleksową budową całej tej alternatywnej historii, książkę trudno określić mianem doskonałej. Chociaż świat stworzony przez autora jest bez zarzutu, główni bohaterowie "Vaterlandu" niestety zawodzą. Xavier March, detektyw policji kryminalnej, z zamysłu jest dla takiego czasu i miejsca akcji postacią wręcz idealną - wysoko postawiony pracownik niemieckiej policji, budzący strach i respekt z racji sprawowanego stanowiska, jednocześnie kwestionuje to, co dzieje się wokół niego, w głębi duszy nie zgadza się z propagandą rządu i widzi jej szkodliwość. Zdaje sobie sprawę, że imperium niemieckie zbudowane zostało na trupach wielu niewinnych ludzi - jak wielu, będzie mu dopiero pisane odkryć. Chociaż przezornie nie dzieli się z nikim swoimi poglądami, jego brak zaangażowania w działalność partyjną nie przechodzi niezauważony. Może się tylko domyślać co dzieje się za jego plecami - w rzeczywistości staje się przedmiotem wielu donosów, nawet ze strony osób, które uważa za najbliższe. Szkoda zatem, że brak tej postaci większej głębi. Autor miał tu zdecydowanie szerokie pole do popisu, tworząc człowieka mocno skonfliktowanego wewnętrznie pomiędzy służbą dla narodu niemieckiego, którego jest obywatelem i na którego dobru powinno mu zależeć jako patriocie, a świadomością, że jest na rozkazach ludzi, którzy mają na rękach krew milionów ofiar. Trochę tu tego zabrakło, nie widać również przemiany, jaką naturalnie w tych okolicznościach powinien przejść bohater.

Jakże wiele książka mogła zyskać, gdyby tylko autor nie zdecydował się na zamieszczenie sztampowej postaci kobiecej i sztampowego wątku miłosnego. Już w momencie gdy na horyzoncie pojawia się piękna młoda dziennikarka, oczywiście będąca Amerykanką, co tym bardziej jest atrakcyjne dla udręczonego niemiecką propagandą Marcha, wiadomo, że tych dwoje będzie razem i wiadomo również, że z racji pochodzenia obojga żadne "długo i szczęśliwie" nie wchodzi w rachubę. Szkoda, że przy tak misternie i pieczołowicie stworzonym świecie przedstawionym, gdzie widać jak niesamowity ogrom pracy został włożony przez pisarza, gdzie postaci autentyczne mieszają się z fikcyjnymi, a wydarzenia pseudo historyczne są tak przemyślane, że momentami ciężko odróżnić fikcję od faktu, autor zdecydował się na tak banalną historię związku dwojga ludzi, a jedyna znacząca postać płci żeńskiej służy poza tym tylko popychaniu gdzieniegdzie akcji do przodu.

Podsumowując, jest to bardzo dobry thriller, niepozbawiony wad, ale przerażający, i to nie tylko rozmachem bestialstwa, do jakiego zdolny jest gatunek ludzki. Najbardziej mrożąca krew w żyłach jest świadomość, że wizja, którą przed czytelnikiem roztacza autor, była - i wciąż tak naprawdę pozostaje - bardzo prawdopodobna, a porządek świata jaki dzisiaj znamy, mógł wcale nie zaistnieć. Robert Harris daje nam wgląd w przerażającą przeszłość, która na szczęście nie miała nigdy miejsca, a która z powodzeniem może służyć jako przestroga przed państwem totalitarnym, zagrożeniem wciąż bardzo realnym w naszych czasach, co jesteśmy w stanie sobie uzmysłowić jeśli tylko dokładnie prześledzimy wiadomości napływające z kraju i świata.

Vaterland, Robert Harris, wyd. Albatros, 4 kwietnia 2018r., tyt. oryg. Fatherland, przekład: Andrzej Szulc, 432 strony





Książka na stronie wydawnictwa

czwartek, 19 kwietnia 2018

PIERWSZY RÓG. TAJEMNICA ASKIRU TOM 1, Richard Schwartz



Gdy za oknem na dobre rozgościła się tak bardzo wytęskniona wiosna, powrót w zimowe klimaty przychodzi człowiekowi z trudem, wszakże w pamięci wciąż ma te długie miesiące, ponure, ciemne i mroźne. Miejsce, do którego chcę Was dzisiaj zabrać, warte jest jednak chociaż krótkich odwiedzin - wygrzebcie więc ciepły płaszcz z głębin Waszej szafy, zaopatrzcie się w ciepłe butki, rękawice, drobną przekąskę i ruszajcie ze mną wprost do świata pełnego prastarej magii i tajemnic sięgających odległych wieków. Udajemy się na daleką Północ, do miejsca, w którym króluje zimno przenikające do szpiku kości, zniewalające umysł i ciało...

Gdzieś na przełęczy okrytych lodem gór, daleko od siedzib ludzkich, znajduje się niepozorna gospoda, w której schronienie przed zamiecią znajdzie grupa podróżnych. W związku z nasilającym się mrozem i śnieżycą, warunkami niepozwalającymi na jakąkolwiek dalszą podróż, są oni zmuszeni do dłuższego pobytu w zajeździe Pod Głowomłotem, tak bowiem nazywa się owo miejsce. Nastroje nie są najlepsze, perspektywa zamknięcia w odciętej od świata karczmie kładzie się cieniem na samopoczucie wędrowców, bowiem towarzystwo skazane jest na siebie wbrew swojej woli, a nie wszystkim to odpowiada. Najwięcej emocji budzi banda zbójów, głośna, wulgarna, nie żałująca sobie ani jadła, ani wina - ich obecność paraliżuje młode córki karczmarza, panowie są bowiem szczególnie łasi na ich wdzięki, ku zgrozie ojca i co bardziej prawych gości w jego przybytku.Wobec coraz bezczelniejszych zakusów na ich cnotę, powstaje trudny moralny dylemat, czy bronić dziewcząt przed krewkimi i brutalnymi zakapiorami, czy też może poświęcić je dla dobra pozostałych. Chociaż jak się dość prędko okaże, nie będzie to jedyny problem zebranych w gospodzie, zarówno budynek jak i przebywający w niej wędrowcy, skrywają zaskakujące tajemnice... W tle zaś wydarzeń w karczmie rozgrywa się Wielka Historia - wrogie imperium Thalak prze przed siebie podbijając każde napotkane miasto, niebezpieczeństwo inwazji jest więc coraz bliższe...

Świat zbudowany przez niemieckiego autora, dla którego "Pierwszy Róg" był debiutem literackim, opiera się na tradycyjnym w fantastyce podziale na rasy. Mamy więc tutaj obok ludzi i elfy, i mroczne elfy żyjące pod ziemią, i krasnoludy, pojawia się również wzmianka o smokach. Tak jak to bywa w klasycznych książkach z tego gatunku, jest i magia, którą posługują się postaci. Przejawia się ona zarówno pod postacią ogromnej mocy, która kontroluje przedmioty magiczne będące w posiadaniu bohaterów, przede wszystkim mieczy, ale jest obecna również w postaci drobnych uroków i czarów rzucanych na ludzi. Wśród dziarskich bohaterów prym wiedzie Havald, zmęczony życiem mężczyzna, będący również narratorem całej opowieści, i elfka Leandra, posiadająca magiczne zdolności i zabójczy miecz. Początkowo jednoczą siły, aby pomóc karczmarzowi w ochronie córek i dobytku, z czasem jednak okazuje się, że muszą poradzić sobie ze znacznie większym zagrożeniem.

Czytanie "Pierwszego Rogu" skojarzyło mi się trochę z...obieraniem cebuli. Mało atrakcyjne określenie, ale najlepiej obrazuje to, jak ta historia ewoluuje w trakcie lektury, gdy jedna warstwa skrywa kolejną, a ta jeszcze jedną, aż docieramy do jej serca. Zaczyna się, biorąc pod uwagę jej finał, niepozornie, z czasem jednak, rozdział po rozdziale okazuje się, że zmierza ona w zupełnie innym kierunku niż mogłoby nam się to wydawać po jej pierwszych stronach. Pojawia się element zaskoczenia i to parokrotnie, dzięki czemu czytelnik nie może narzekać na przewidywalność fabuły. Książka posiada znakomitą atmosferę pełną napięcia i oczekiwania, odcięcie od świata i kumulacja emocji ludzi uwięzionych wbrew sobie robi swoje - zabieg, aby galeria rozmaitych charakterów została zamknięta w jednym miejscu jest zawsze gwarancją wielu ciekawych konfrontacji, które popychają akcję do przodu. Wszechobecny mróz, który nie pozwala na przebywanie poza murami budynku, nieustająca zamieć szalejąca dniem i nocą, a także nieuchwytne zło, które czai się gdzieś w karczmie, czekając tylko na odpowiedni moment, by się ujawnić - wszystko to sprawia, że nastrój udziela się także i czytelnikowi.

Biorąc pod uwagę wszystkie powyższe zalety książki, wydawać by się mogło, że jest to pozycja wręcz epicka, ale niestety nie jest pozbawiona wad i do klasyków fantastyki trochę jeszcze autorowi zabrakło. Gdyby tylko nie postawił on na rozwój wątku miłosnego pary głównych bohaterów, książka dużo by na tym zyskała. Tymczasem za każdym razem, gdy zaczynają oni ze sobą flirtować, akcja traci rozpęd, a czytelnik zainteresowanie, ponieważ ich dialogi są po prostu nudne. Nie wspominając już o tym, że wszystkie postaci kobiece, nie tylko grająca pierwsze skrzypce Leandra, napisane są na jedno kopyto i przypominają avatary z gier: wszystkie obowiązkowo piękne, nawet jeśli nie są  młode, to obdarzone są młodym wyglądem i opływowymi kształtami, nie są w stanie wykonać ani jednego ruchu, który nie byłby naładowany erotyzmem dla obserwujących je mężczyzn. W zamierzeniu część z nich jest silna, obdarzona wysoką pozycją społeczną i wzbudza w mężczyznach respekt, ale gdy znajdują się w niebezpieczeństwie, to męski miecz okazuje się skuteczniejszy i ratuje je z opresji. Rozumiem, że to fantastyka i tak najczęściej przedstawione są kobiety w tym gatunku, jednak jako czytelniczka wyczulona na ten akurat aspekt uważam, że miło by było, gdyby autor jednak nie brnął w stereotypy, które wydają się być tworzone na potrzeby nastoletnich frustratów.

Wracamy zatem do naszej pięknej wiosny, ciepłej, pełnej barw i światła, zostawiamy za sobą karczmę i jej sekrety oraz dzielnych bohaterów, którzy na kartach tej historii przeżyli razem swoją pierwszą, emocjonującą przygodę. Pierwszą, bowiem to dopiero początek ich drogi, jako że cała seria liczy sobie wszystkich części aż 6, będzie więc na co czekać. Mam nadzieję, że kolejne tomy ujawnią nam więcej informacji na temat legendarnego Askiru, a bohaterowie, z którymi zżyliśmy się podczas lektury, napotkają na swojej drodze jeszcze bardziej epickie przygody. Tymczasem wszystkim miłośnikom czystej, pełnokrwistej fantastyki, pomimo kilku niedociągnięć - gdyż jak na debiut jest to wciąż bardzo dobra pozycja, polecam zapoznanie się z "Pierwszym Rogiem", książki zaskakującej na każdym niemal kroku, porywającej czytelnika w nowy, nieznany jeszcze świat, którego nie będzie chciał prędko opuścić...

A mowa o...

Pierwszy róg. Tajemnica Askiru Tom 1, Richard Schwartz, wyd. Initium, 20 kwietnia 2018r., tyt. oryg. Das erste Horn, przekład: Agnieszka Hoffman, 464 strony

sobota, 3 lutego 2018

GRZESZNICA, Petra Hammesfahr



"Grzesznica" Petry Hammesfahr, niemieckiej pisarki thrillerów i powieści kryminalnych, oprócz nieco brzydkiej okładki - i nie jest to bynajmniej wina Jessiki Biel, ja po prostu nie przepadam za okładkami filmowymi - posiada tak wciągającą akcję i tak fenomenalną atmosferę, że nie sposób nie przeczytać tej książki najszybciej jak tylko jest to możliwe. Nie można oderwać się od niej w żaden sposób, dopóki nie pozna się całej, jak się po przeczytaniu okaże tragicznej, historii głównej bohaterki.

Początek książki jest jak wyjęty z filmu Hitchocka - rozpoczyna się od wstrząsającej sceny, kiedy to młoda kobieta o imieniu Cora, która spędza pozornie spokojne i gorące popołudnie wraz z mężem i małym synkiem nad jeziorem, zupełnie nieoczekiwanie, pod wpływem sobie tylko wiadomego impulsu, rzuca się z nożem na nieznajomego mężczyznę i zabija go na miejscu. Cora ze spokojem i determinacją przyznaje się do winy i jedyne czego pragnie, to jak najszybciej znaleźć się w więzieniu, aby rozpocząć odsiadywanie wyroku. Problem w tym, że zajmujący się jej sprawą detektyw, policjant o długoletnim doświadczeniu, nie bardzo wierzy w brak motywu u morderczyni, szybko domyśla się, że za kłamstwami i szalonymi wyznaniami, którymi karmi go Cora, jest poważniejsza historia. Kierując się intuicją, wbrew swojemu rozsądkowi, nie odpuszcza kobiecie dopóki nie wyciągnie z niej prawdy, chociaż niektóre sekrety głęboko skrywane na dnie jej świadomości okażą się druzgocące i równie ohydne jak i zbrodnia, której dokonała.

Autorka znakomicie poprowadziła postać Cory i jej historię - dzięki jej manipulacjom, kluczeniu, omijaniu istotnych dla śledztwa zdarzeń, czytelnik pomimo wstrząsającego początku absolutnie nie jest przygotowany na to, co czeka go w każdym kolejnym rozdziale, nie jest też w stanie całkowicie sympatyzować z bohaterką. Czyn, którego się dopuściła staje się konkretnym pretekstem do zagłębienia w przeszłość, chociaż ta ze wszystkich sił stara się wymazać ją z pamięci,  Nie da się ukryć, że historia dzieciństwa i dorastania kobiety robi ogromne wrażenie. Pojawia się wątek molestowania, gwałt, niepełnosprawność, ortodoksyjna pobożność unicestwiająca istnienie jakichkolwiek zdrowych relacji pomiędzy członkami rodziny. Czasami naprawdę trzeba odłożyć na chwilę książkę i zaczerpnąć powietrza, tak przytłaczająca jest ta opowieść, której groza zostaje z czytelnikiem na długo po przeczytaniu.

Ponieważ mamy tutaj z odwróconym schematem - wiemy, kto zabił, ale nie wiemy dlaczego, książka skupia się mocno na motywach kierujących bohaterką, duży nacisk położony jest na aspekt psychologiczny postaci. Osoby szukające w kryminałach krwawych mordów i pojawiających się co krok zwrotów akcji mogą być zawiedzione, ponieważ tutaj mamy do czynienia głównie z wspomnieniami bohaterki z domu rodzinnego i prowadzonym w czasie teraźniejszym śledztwem. Docieranie do sedna sprawy przypomina trochę obieranie cebuli - musimy odkrywać kolejne warstwy, aby poznać całą prawdę, aby dowiedzieć się kim naprawdę jest Cora i co popchnęło ją do tak okrutnego czynu. Otrzymujemy za to solidne studium psychologiczne kobiety, która choć fikcyjnym, jest doskonałym przykładem na to, jak zrujnowane dzieciństwo może tragicznie odcisnąć się na dorosłym życiu.

Książka została napisana w roku 1999, co według mnie jest zawsze warte odnotowania z tej przyczyny, że nie jest ona w żaden sposób związana z modą na tworzenie w gatunku domestic thriller. Jej autorka nie mogła zostać w żaden sposób zainspirowana "Zaginioną dziewczyną" czy też "Dziewczyną z pociągu", co tylko świadczy o tym, jak oryginalna i w pewien sposób ożywcza, na tle dzisiaj powstających thrillerów jest fabuła "Grzesznicy".

Fani gatunku nie powinni być zawiedzeni, o ile tylko przygotują się właśnie na kameralny kryminał, z ciekawą fabułą, gdzie zdarzenia z przeszłości mocno odciskają się na bohaterce, zmuszając jednocześnie czytelnika do głębokiego zastanowienia nad tezą stawianą przez autorkę, że ten, kto raz zaznał piekła w swoim życiu, jest na nie skazany aż do śmierci. Moim zdaniem warto. Czy serial na podstawie książki też warto, tego jeszcze nie wiem, ale chętnie się kiedyś przekonam, choćby po to, by przekonać się do jakiego stopnia jego twórcy wierni byli książce.

Grzesznica, Petra Hammesfahr,wyd. Otwarte, 31 stycznia 2018, tyt. oryg. Sünderin, przekład Barbara Tarnas, 432 strony

wtorek, 25 kwietnia 2017

KONIEC SAMOTNOŚCI Benedict Wells

Czy mieliście kiedykolwiek podobne doświadczenie? Bierzecie do ręki książkę, niby coś tam o niej wiecie, niby macie już delikatne wyobrażenie na temat tego, co się będzie w niej znajdowało, zaczynacie czytać - pięć, dziesięć stron i nic. Przewracacie dwudziestą czwartą i bach! oto okazuje się, że każdy zwrot akcji, każda scena, każde słowo są idealnie wykreowane, idealnie na swoim miejscu, mało tego - to o czym jest książka, jej idea przewodnia, myśli, którymi pisarz chce się podzielić, to wszystko pokrywa się z Waszymi przemyśleniami! Nagle okazuje się, że nie jesteście sami ze swoimi pytaniami i obawami, jest ktoś, kto również ich doświadczył, nurtowały go podobne zagadnienia, a teraz na kartach tej właśnie książki znajdujecie odpowiedzi, znajdujecie rozumowanie  rzucające światło na aspekty problemu, o których nie mieliście pojęcia, a które przynoszą Wam odrobinę ukojenia...To wszystko, zupełnie niespodziewanie, właśnie udało mi się przeżyć dzięki lekturze "Końca samotności".

Jules, główny bohater i narrator książki, jako dziecko traci rodziców w wyniku wypadku samochodowego i wraz z dwójką starszego rodzeństwa umieszczony zostaje w internacie. Tutaj drogi rodzeństwa, choć wcześniej dość bliskiego, rozchodzą się. Każde na swój sposób dochodzi do siebie po tragedii - brat Julesa, Marty zatapia się w nauce i planuje skupić się na rozwoju najnowszych technologii, siostra, Liz, jest tą najpopularniejszą dziewczyną, najgłośniejszą, najładniejszą, jej sposobem na ucieczkę od rzeczywistości są narkotyki, alkohol i przypadkowy seks. Natomiast Jules ze śmiałego i przebojowego chłopca zmienia się w żyjącego w swoim świecie marzyciela. Trzyma się na uboczu aż do dnia, kiedy w szkole poznaje Alvę, z która zostaje jego przyjaciółką, aczkolwiek to uczucie ze strony Julesa szybko zaczyna przeobrażać się w coś więcej...

Ciężko jest powiedzieć coś więcej na temat fabuły bez zdradzania dość istotnych wątków, które lepiej jest odkrywać samemu. Jakiego rodzaju książką jest więc "Koniec samotności"? Z pewnością nie jest to romans, czego ja się troszkę spodziewałam, zasugerowana okładką, aczkolwiek znajdziemy tutaj ogromne pokłady miłości. "Koniec" to bardzo spokojna, życiowa, mądra książka o utracie i jak się z nią pogodzić. Jak odzyskać nadwątlone więzy rodzinne, jak utrzymać przyjaźń, jak przeżyć po ich utracie, jaki w ogóle jest sens o nie walczyć - czy życie jako samotna wyspa ma w dalszej perspektywie pozytywne strony? Wreszcie, co najwięcej dla mnie znaczyło, to próba wytłumaczenia śmierci, oswojenia jej i życia z jej perspektywą. Na co dzień, wobec rutyny i natłoku obowiązków, pędząc wciąż za czymś, spiesząc się wszędzie, zapominamy o tym, jak krótkie i jak kruche jest nasze życie. W jednej chwili może okazać się, że ten miesiąc, tydzień, dzień to już wszystko co mamy do wykorzystania. I co potem? Co się dzieje z tymi, których zostawiamy za sobą? Jak oni mają potem żyć z tym ciężarem straty, z tym brakiem? Ile takich ciosów jest w stanie przyjąć na siebie człowiek? Bez moralizowania, pouczania, autor nie ofiarowuje złotego środka na tacy, ale subtelnie prowadzi czytelnika przez historię i pozwala spokojnie dojść do odpowiedzi, jakiekolwiek ciężkie i niekomfortowe by one nie były.
O ile dawniej czułem się pewnie z samym sobą, o tyle teraz bywały chwile, w których na widok przytłumionego światła wieczorem w mrocznym korytarzu albo drzew rzucających posępny cień na okolicę  nagle coś się we mnie zamykało. To, że znajdowałem się na planecie pędzącej z nieprawdopodobną prędkością przez wszechświat, wydawało mi się równie przerażające jak nowa, wytrącająca z równowagi myśl, że śmierć jest nieunikniona. Moje strachy rosły, przypominały powiększającą się rysę. Zacząłem bać się ciemności, śmierci, wieczności. Myśli te wbijały kolce w moje serce (...).
Jestem świadoma, że nie jest to najlepsza i najgenialniejsza książka na świecie, i może nie każdy powinien ją przeczytać i na pewno nie do każdego trafi ze swoją historią i przekazem. Ale jest to jednocześnie książka, która skradła moje serce. Książka, która ma ogromną szansę stać się książką mojego życia. Książka, do której będę wracać. Książka, w której mam oznaczone z kilkadziesiąt cytatów, do których chcę często zaglądać. Książka o sile miłości, przyjaźni, rodzinie, o tym czy można pogodzić się ze stratą najbliższych, jak zaakceptować śmierć, bo czy chcemy czy nie, jest ona nieunikniona i wpisana w krajobraz życia każdego z nas, i musimy mieć tego świadomość. Tym właśnie wszystkim jest dla mnie "Koniec samotności" Benedicta Wellsa i zachęcam do zapoznania się z nią, aby przynajmniej wyrobić sobie własne zdanie na jej temat, a kto wie, może i Wam przypadnie tak bardzo do serca jak to było w moim przypadku.

Koniec samotności, Benedict Wells, wyd.Muza, 2017, tytuł oryg. Vom Ende der Einsamkeit, przekład: Victor Grotowicz, 384 strony